Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śledzik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2012

Jak zorganizować "śledzika" w pracy?


    My, Polacy, uwielbiamy świętować i każda okazja ku temu jest dobra. Przysłowiowego "śledzika" organizujemy nie tylko w ostatni wtorek karnawału – znany jest również "śledzik" wigilijny. Co ciekawe, ulubionymi potrawami nie są tłuste, sycące dania – tak jak wynikałoby to z tradycji, ale właśnie wszelkie wariacje kulinarne ze śledziami w roli głównej. No i oczywiście alkohol, jak przystało na tradycyjną polską uroczystość ;) Czy jednak w pracy wypada pić wysokoprocentowe trunki, nawet podczas skromnej firmowej uroczystości? Jak zorganizować zabawę, która zintegruje pracowników? Wreszcie – co będzie potrzebne do nakrycia stołu? Zapraszam do lektury i dzielenia się swoimi doświadczeniami :)

Alkohol na przyjęciu dla pracowników
    Tradycyjnego "śledzika" wiele osób nie może wyobrazić sobie bez wysokoprocentowych trunków. W czasach komunizmu nie bardzo przejmowano się konwenansami, dlatego typowy "śledzik" pracowniczy był suto zakrapiany. Czasy jednak bardzo się zmieniły i dzisiaj najlepiej na początku ustalić, na co można sobie pozwolić w miejscu pracy. Jeśli uroczystość organizowana jest w biurze, nie powinno się pić alkoholu – za wyjątkiem symbolicznego kieliszka szampana czy wina. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by koledzy i współpracownicy wybrali się do restauracji po godzinach pracy. Ostatnimi czasy bardzo popularne są również wyjazdy integracyjne i wówczas można sobie pozwolić na więcej. Skądinąd, owe wyjazdy często kojarzone są ze wzmożoną konsumpcją wysokoprocentowych trunków ;)   

Staropolski kulig
    Jedną z bardzo popularnych rozrywek karnawałowych wśród bogatej szlachty był niegdyś kulig. Kolorowo udekorowane sanie krążyły pomiędzy dworami uzupełniając zapasy wyśmienitych trunków, a szlachcice posilali się przy suto zastawionych stołach. Zabawy trwały długo, niekiedy nawet kilka tygodni! Dzisiaj kuligi organizowane są bardzo często właśnie na potrzeby firmowych wyjazdów integracyjnych. Dla wielu osób to jedyna okazja do skosztowania staropolskiego prosiaka z rożna czy innych specjałów przygotowywanych na otwartym powietrzu. Niekiedy kulig kończy się prawdziwie szlachecką ucztą na świeżym powietrzu. Stół ugina się wówczas pod ciężarem staropolskich dań, przede wszystkim zaś bigosu myśliwskiego.

Jak nakryć stoły?

    Kulig nie wymaga specjalnych przygotowań z naszej strony, ponieważ zazwyczaj organizują go wynajęte firmy. Natomiast zorganizowanie "śledzika" w biurze wymaga naszego zaangażowania. Rzadko kiedy bywa, by w pracy znalazła się zastawa stołowa dla wszystkich. Dlatego niezbędne może okazać kupienie za składkowe pieniądze jednorazowych naczyń i sztućców, przy czym nie muszą one straszyć białym plastikiem. Znajdziecie na przykład srebrne talerzyki i półmiski z materiału podobnego do styropianu. Świetnie będą one pasowały do "śledzika" w staropolskim stylu. Być może uda się postawić na sole tradycyjne, polskie przysmaki – takie jak bigos, w kamiennych naczyniach. Koniecznie musicie zaopatrzyć się również w papierowe serwetki.

    Uroczystości firmowe takie jak "śledzik" to doskonała okazja, żeby poznać bliżej swoich kolegów i współpracowników. Poza tym jest to wspaniała odskocznia od codziennej, nieraz monotonnej pracy. A przecież w biurze spędzamy często dużą część swojego życia – warto więc zadbać o miłą atmosferę i odrobinę odprężenia. Mam nadzieję, że firmowy "śledzik" będzie dla Was wstępem do wspaniałej, ostatniej przed Wielkim Postem, zabawy karnawałowej :)

piątek, 17 lutego 2012

Karnawałowe ostatki


    Tłusty czwartek rozpoczyna ostatni tydzień karnawału. Ten okres przed Wielkim Postem nazywany jest również tłustym tygodniem. Określenie to ma długą tradycję, sięgającą czasów złotej wolności szlacheckiej. Współcześnie ostatki to przede wszystkim tak lubiane przez nas zabawy, bale i przyjęcia. Jednak dawniej organizowano głównie uczty, na których nie mogło zabraknąć tłustych i słodkich potraw – tak lubianych przez naszych przodków. Dawne obyczaje związane z Wielkim Postem były o wiele bardziej restrykcyjne niż teraz, trudno więc dziwić się, że wszyscy chcieli nacieszyć się pysznym jadłem i napitkiem. Co ciekawe, zwyczaj ten dotyczył nie tylko chłopów, ale również dworów szlacheckich. Zapraszam dzisiaj do podróży w czasie – do czasów, gdy karnawał nikomu jeszcze nie kojarzył się z Rio de Janeiro ;)

Tradycyjne potrawy
    Zaskoczeniem dla Was może być fakt, że w tłusty czwartek raczono się pączkami, faworkami i blinami już wiele wieków temu, gdy nasz kraj porastały jeszcze nieprzeniknione puszcze, a szlachta cieszyła się swoimi przywilejami. Bez względu na pochodzenie stanowe, ostatni tydzień karnawału, zwany "ostatkami" cieszył się sympatią wszystkich – i młodych, i starych. Tydzień ten nazywano również kusym, czyli diabelskim. I rzeczywiście - był to czas licznych pokus kulinarnych. Poniżej znajdziecie przykłady najbardziej lubianych zarówno przez szlachtę, jak i chłopów potraw:
  • kasza pełna tłustych skwarków,
  • kiełbasa i kapusta ze słoniną
  • ciasto nadziewane słoniną i zasmażane na dużej ilości smalcu
"Podkoziołek"
    Kusy tydzień wiąże się z wieloma obyczajami, które przetrwały w wielu regionach Polski. W Wielkopolsce i na Kujawach do dziś znany jest "podkoziołek". Ten najważniejszy dzień tłustego tygodnia obchodzono – i tradycja ta trwa do dziś, we wtorek przed Środą Popielcową. Nazwa wzięła się natomiast ze zwyczaju ustawiania na biesiadnym stole wyrzeźbionej w drewnie głowy kozła, w niektórych regionach zastępowanej wykrojoną z ziemniaków figurką chłopca. Mieszkańcy byłego województwa poznańskiego z pewnością doskonale znają źródłosłów "podkoziołka" :) Być może Wasi Dziadkowie pamiętają zabawy, w których brały udział wszystkie niezamężne kobiety. A wiele wieków temu, przed chatami, w których mieszkały panny, obwożono kukłę z rogami, czyli owego "koziołka". Dziewczęta i kawalerowie bawili się później w karczmach, w których na stole nie mogło zabraknąć drewnianej głowy kozła :) Nazwa "podkoziołek" funkcjonuje po dziś dzień.

Książę Zapust
    Ostatki nazywane są również zapustami. Zgodnie z krakowskim obyczajem, dawniej każdego gospodarza odwiedzał w kusy tydzień Książę Zapust jadący na koniu, a towarzyszył mu profesor z oślą głową, dziad i postacie z baśni i legend. Gospodarz wręczał mu pieniądze lub smakołyki – zazwyczaj ciasta i kiełbasę.

"Śledzik"
    Większości z Was najlepiej znany jest zapewne "śledzik", czyli wtorkowe zabawy i przyjęcia, nierzadko suto zakrapiane alkoholem. Jednak nazwa wcale nie wywodzi się z porzekadła o rybce, która lubi pływać ;) Zgodnie z tradycją, ostatnia ostatkowa zabawa powinna zakończyć się równo o północy. O tej godzinie do karczmy wbiegał chłopiec z śledziem przywiązanym do sznurka i bił nim tych wszystkich, którzy jeszcze się bawili. W niektórych regionach pomieszczenie, w której odbywały się zabawy, posypywano po północy popiołem – na znak rozpoczęcia Wielkiego Postu. Odtąd można było jeść głównie śledzie, jaja i potrawy mączne.

    Nie wszyscy wiedzą, jakie obyczaje wiążą się z tak lubianym przez nas ostatnim tygodniem karnawału. Warto jednak zapoznać się z miejscowymi zwyczajami i opowiedzieć o nich swoim dzieciom, by tradycja przetrwała chociaż w formie ustnego przekazu. Jestem pewna, że każdy z Was na swój sposób będzie świętował ostatki :) Jeśli nie wiecie jak zorganizować "śledzika" w pracy, zapraszam do lektury kolejnego wpisu :)